reklama blog

Twój nowy blog

MediaMarkt rozszerza swoje hasło „Nie dla idiotów”.

Kampania przeciw metamfetaminie. Wstrząsające i drastyczne.

Przyznam się, że lubię, gdy slogany z reklam wchodzą do języka mówionego. Nie ma chyba większej pochwały dla twórców.

Wielu prosiło o tzw. „Kupiłeś marchewkę?” czyli reklamę Canal+. Zanim zamieszczę, krótki żart:

<qba> oglądam mecz polska-austria
<qba> 5 minuta meczu – Smolarek strzałem w długi róg pokonuje austriackiego bramkarza.
<qba> 12 minut później Saganowski główką na 2:0.
<qba> w 28 minucie po golu Krzynówka z rzutu wolnego jest już 3:0!
<qba> nagle ktoś mnie szarpie za koszulę: – Kupiłeś marchewkę? Marchewkę się pytam czy kupiłeś?!!

Czas na wspominki.
Dawno, dawno temu, kiedy internet nie był tak popularny, a i ciężko było na nim uświadczyć video, na odgłos reklam Frugo biegłam do telewizora, wrzeszcząc: „Nie przełączać! Nie przełączać!”.
Były to jedne z najlepszych, najbardziej zaskakujących reklam. W sam raz dla zbuntowanych nastolatków. Obejrzyjcie kompilacje:

Frugo wyszło:

Frugo – siła natury

Frugo białe i czarne

Frugo – kolory

Kultowe stało się powiedzenie „siakieś nowe”.
Ja osobiście lubię reklamę Seledynowego i różowego, „W każdej kobiecie” oraz „Zółte jak gwint”.

Marchewki na razie nie będzie, ale za to reklama społeczna. Wstrząsająca.

A dziś dwie reklamy. Jedna nieskomplikowana, ale wyrazista w swojej prostocie. Przepraszam: ieskomplikowa a :))
5 gwiazdek!

Noooo i jest! Reklama z Johnem Cleesem! W ciągu dwóch czy trzech dni kwestie z reklamy łatwo weszły w język potoczny mój i moich znajomych.
Więcej – reklama doczekała się już parodii, jest szeroko komentowana na forach i blogach.
Kocham te momenty, kiedy Cleese punktuje to, co może kojarzyć się z byciem Polakiem (I love pierogi, my aunt’s from Pcim). I co pewien czas rzuca okiem na osobę z planu, aby sprawdzić, jaka będzie reakcja.

Jedyne moje zastrzeżenie – ‚Guten morgen’ może być źle odebrane. Poza tym: BOMBA!

A oto, co można przyciągnąć sobie poprzez znienawidzone przeze mnie siorbanie.

Nie lubisz Justina? Przysiorbaj sobie telewizor :)
Za to w reklamie jest coś, co lubię – element zaskoczenia, trochę humoru, no i umiejętnie ‚wykorzystana’ gwiazda. Ach, jak mi się to „Hey you…” podoba.
Przyczepię się tylko do tego, że Justin powinien mieć jednak mokre ubranie po kąpieli.

Parypetie pewnej dosyć dziwnej osoby, sprawiającej niesympatyczne wrażenie.
Oglądnijcie do końca – ciekawe, czy będziecie równie zaskoczeni jak ja :)))

Proszę nie regulować głośników, tam naprawdę nie ma dźwięku.


  • RSS